środa, 8 grudnia 2010

RÓŻA CHIŃSKA

Od zawsze jedną z moich pasji są rośliny.
Te kwitnące... i te na łące i leśne i wszystko co żyje i trzyma się ziemi.
Być może dlatego, że jestem zodiakalną Panną, a jednym z żywiołów tego znaku jest Ziemia.

Za oknami śnieg, a u mnie prawie majowo. Moja Chińska Róża zapomniała, że powinna spędzić zimę drzemiąc sobie jak wszystkie przyzwoite rośliny.
Raz, czasami więcej, na tydzień obdarowuje mnie takim oto przepięknym kwiatem:

A to szczegółowy opis tej rośliny znaleziony w internecie:


Hibiskus, ketmia, róża chińska – Hibiscus rosa- sinensis

Opis:

Hibiskus to bardzo znana i zarazem efektowna roślina o pięknych kwiatach, należąca do rodziny ślazowatych (Malvaceae) pochodzi z krajów tropikalnych i podzwrotnikowych. Róża chińska, to gęsty, zawsze zielony krzew, o błyszczących i ciemnych liściach, o różnych kształtach, ostro zakończonych, oraz bardzo dekoracyjnych, dużych, lejkowatych kwiatach, pojedynczych lub pełnych, z wnętrza których wyrasta równie dekoracyjny słupek, wraz z pręcikami. W naturalnych warunkach ketmia osiągają nawet 5 metrów wysokości, a w naszych dochodzą do 2 metrów. Najczęściej spotykaną formę prowadzenia tego krzewu jest forma krzewiasta, ale można spotkać również formy drzewkowate (pienne). Ten gatunek charakteryzuje się tym, że już bardzo młode rośliny potrafią wydawać ogromne kwiaty, chociaż trwałość ich jest bardzo króciutka każdy z nich żyje zaledwie 1-2 dni. Niemniej jednak mnogość pąków sprawia, że od lipca do października możemy się zachwycać ich kwieciem. Dzięki pracom hodowlanym, uzyskano mnogość form róży chińskiej, co sprawiło, że jest to jedna z najbardziej atrakcyjnych roślin doniczkowych i pojemnikowych. Paleta barw Hibiskus rosa- sinensis jest ogromne, obejmuje biel, czerwień, pomarańcz, róż, żółć, purpurę.

Uprawa:

Hibiskus rosa- sinensis uwielbia bardzo jasne i ciepłe stanowiska. Od czerwca roślinę można wystawić na wolne powietrze, w miejsce ciepłe i osłonięte od wiatru. W mokre i chłodne lata, lepiej zrezygnować z wynoszenia róży chińskiej na zewnątrz, ponieważ niesprzyjające warunki atmosferyczne mogą jej bardzo zaszkodzić. Temperatura w okresie letnim, dość wysoka, a w okresie zimowym winna być na poziomie 12-15ºC, ponieważ zbyt niskie temperatury ją osłabiają i staje się ona podatna na szkodniki, a zbyt wysoka temperatura powoduje zbytnie wyciąganie się i żółknięcie liści. Róże chińskie hodowane w pomieszczeniach, z reguły kwitną mniej obficie niż te wystawiane na taras, balkon czy do ogrodu, ale za to dłużej, co wiąże się z tym, że wnoszone na jesieni rośliny z zewnątrz, od razu przechodzą w bardzo odmienne warunki, co się odbija na kwitnieniu. Hibiskus chiński lubi podłoże lekko próchnicze z dodatkiem piasku i torfu, którego pH powinno się wahać na poziomie 5,8- 6,5. W okresie kwietnia wymaga regularnego nawadniania tak, aby nie dopuścić nigdy do wyschnięcia bryły korzeniowej, co prowadzi do opadania pąków kwiatowych. W zimie podlewanie ograniczone, częstsze spryskiwanie. Ponieważ jest to roślina o bujnym kwitnieniu, to wymaga odpowiedniej ilości składników pokarmowych, dlatego też nawożenie rozpoczynamy od początku wzrostu do połowy sierpnia, raz w tygodniu. Później nawozimy mniej, aż do okresu spoczynku. Czasami wymagane jest korygowanie nieharmonijnego ułożenia krzewu, co czynimy na wiosnę poprzez przycięcie pędów głównych do połowy. Cięcia dokonujemy zawsze nad pączkiem zwróconym na zewnątrz. Odpowiednia pielęgnacja w tej kwestii sprawi, że ketmia będzie się pięknie rozkrzewiać. Przesadzanie odnośnie roślin młodych wymagana jest, co roku, zaraz z rozpoczęciem się wzrostu (luty) a rośliny starsze przesadzamy zdecydowanie rzadziej. Co do rozmnażania róży chińskiej, to tutaj nie ma zbytnich trudności i każdy bez trudu, poprzez lekko zdrewniałe wierzchołki pędów, uzyska wspaniałe rośliny. Do ukorzenienia wymagane jest ciepłe podłoże (24-26ºC), duża wilgotność powietrza (ukorzeniać pod przykryciem np. folią). Najodpowiedniejszy termin na tego typu rozmnażanie to maj- czerwiec.

Kwitnienie:

Ketmia - Hibiskus kwitnie od wiosny do jesieni.

Uwagi:

Nieodpowiednia pielęgnacja prowadzi do niepożądanych efektów, z których najczęstsze to: opadanie pąków –(przesuszenie bryły korzeniowej, niedostateczne nawożenie, nagłe zmiany temperatury, nieodpowiednie mniejsze uprawy; zwijanie się liści – zbyt suche powietrze; ataki wełnowców i przędziorków. Autor opisu – Sargon. http://www.swiatkwiatow.pl/hibiskus-ketmia-roza-chinska--hibiscus-rosa--sinensis-id396.html

Zawadiacki Wacuś


         Przedstawiam Wam Wacusia- mojego kogucika liliputka, który rządzi stadem składającym się aż z dwóch kokoszek.
Przez to,że jest niewielkiego wzrostu, chcąc wzbudzić respekt w swoim stadzie razu pewnego wdrapał się  na gałąź jabłoni. Piał swoim cieniutkim głosikiem, aż echo niosło po okolicy. Trwało to dość długą chwilę. Aż zaczęłam się niepokoić, że sąsiedzi będą mięli pretensje.

Chociaż mieszkam na wsi, to zwierzęta, takie jak moje nie są częstym widokiem w moim sąsiedztwie. Osiedle domków jednorodzinnych które powstało tu kilka lat temu zamieszkują ludzie pochodzący z różnych miejscowości. A to dzięki bliskości Elektrowni "Opole" która swego czasu ściągała ludzi do pracy z całej Polski.
Moja działeczka jest dość duża, więc kiedy syn minionego lata oznajmił nam,że będzie miał hodowlę kur, z uśmiechem zgodziliśmy się na... dwie, pod warunkiem,że wybuduje im kurnik.
 I tak wakacje mojego synka upłynęły na projektowaniu, zdobywaniu materiałów, budowaniu, ogradzaniu i spisywaniu warunków chowu.
Nie żałujemy tej decyzji, syn sumiennie wywiązuje się ze swego zobowiązania. I aż miło patrzeć jak ptaszyska biegają za nim jak pieski.
A Wacuś choć czasami głośny, jest uroczym , kochanym, pstrokatym kogutkiem.



Bo zejdę do ciebie.....
Kurki to nie jedyni mieszkańcy naszej posesji. Jest jeszcze pies Ares i szynszyla Majka.
Ares


Po ciężkim dniu pracy:)

Majka na pięterku
Był jeszcze królik Pysia, ale pojechał do dziadków, gdyż syn ma na niego alergię.



Jak tak sobie pomyślę to w naszym domu zawsze były jakieś zwierzaki. Życie bez nich byłoby ubogie nieprawdaż?
Czy masz jakieś szczególnie ulubione zwierzątko?( prócz męża oczywiście hi hi hi)

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Wódeczka Panieńska "CYTRYNÓWKA"

 Wskoczyłam tutaj na chwileczkę podać obiecany przepis na Wódeczkę Panieńską.

                                     "CYTRYNÓWKA"
1 litr spirytusu
10 cytryn ( sparzyć)
4 szklanki cukru kryształ
7-8 szklanek wody

Z cytryn wycisnąć sok i odstawić.
Cukier + woda + skórki z resztką miąższu gotować przez dobre pół godziny, odcedzić i odstawić do ostygnięcia . Po ostygnięciu cytryny wydrylować z resztek miąższu, a skórki wyrzucić do kosza.
Miąższ wrzucić do poprzednio gotującej się wody z cukrem( można przetrzeć przez sito lub zmiksować).
Gdy wszystko będzie zimne dodać spirytus i sok z cytryn wyciśnięty wcześniej.
Wymieszać wszystko i przelać do butelek.
Spożywać w razie potrzeby;)
Na zdrowie!

niedziela, 5 grudnia 2010

Jesienna zima i takie tam różności...

I chociaż to jeszcze kalendarzowa jesień u mnie od tygodnia zima całą gębą. Drogi zasypane, a ludzie narzekają, że drogowców znów zima zaskoczyła.
A ja... tylko się uśmiecham i wspominam dawne zimy z rozrzewnieniem. Nie narzekało się wtedy tak jak dzisiaj, tylko przyjmowano tę porę roku z pokorą. Każdy, tak jak potrafił próbował się dostosować i radził sobie na swój sposób.
A teraz każdy uważa że mu się należy.......
Drogowcy powinni..... Władze powinny... Oni powinni...
Gdyby mogli nie wpuścili by zimy do kalendarz......
To co, że jadę do miasta 40 a nie 15 minut. Droga jest śliska, bo jest zima i już... Ja nie widzę problemu, po prostu próbuje się dostosować.... Wstaję wcześniej i gdy mam taką potrzebę jadę, a jak nie mam to zostaję w domu i podziwiam piękno zimowego krajobrazu przez okno.
A propost krajobrazu, to zmroziło mi ogród przepięknie!
Pewnego poranka czułam się jak księżniczka w lodowej krainie. Świeciło słońce i te oszronione gałązki - bajka!
Śnieg skrzypiał pod butami a mróz szczypał w policzki.
Wprawdzie to tylko chwile, ale warto je zachować w pamięci, bo wszakże z chwil składa się życie nieprawdaż?

Moja Śliwo- nektaryna lub jak kto woli śliwa japońska.

Jeszcze nie odśnieżony taras- każdy się migał, ale zrobiłam ścieżkę do sadu.

Ścieżynka do sadu szeroka na jedną łopatę.

Moja "hacjenda" ( widok z ogrodu) 

Juka w farfoclach.

Czyż zima jesienią nie jest piękna?


          Teraz kilka wieści z mojej zakurzonej "Pracowni z Widokiem na duszę"

Po pierwsze

- moim znajomym urodziła się upragniona córeczka. Radość nie tylko rodziców, ale i moja, gdyż jesteśmy ze sobą bardzo zaprzyjaźnieni. Ja natomiast mam samych chłopaków( w wieku nie napiszę jakim, w każdym bądź razie przytulać się już nie chcą i przypadkowe buziaki wycierają rękawem) więc córeczkę przyjaciół od poczęcia traktowałam jako mojego słodkiego aniołka i czekałam na nią prawie tak samo jak oni. Po przyjściu maleństwa ze szpitala, jako "najlepsza ciocia" zostałam zaproszona na tz. "pępkowe". 
Maleńka Laura Konstancja dostała ode mnie min. różowy porcelanowy bucik na szczęście.

Różyczki koloru e cri   

Bucik mieści się w dłoni








  

W środku pianka florystyczna, aby kwiatuszki długo się trzymały.


Po drugie

- jakiś tydzień temu swoje 60-dziesiąte urodziny kończył mój kolega kabaretowy F. co prawda nie wspominałam jeszcze o tym, że mamy w mojej miejscowości Kabaret, a raczej grupę poetycko- muzyczną o nazwie COOL" OCH. Występujemy sobie lokalnie i miło spędzamy z sobą czas. Więc wracając do kolegi F,- jako niespodziankę urodzinową postanowiliśmy zrobić naszemu koledze przyjemność i przedstawiłyśmy interpretację jego wiersza.
Środkowa babeczka to ja 
A to już przedstawienie.

Wiersz " Smutny erotyk"
F. był bardzo zaskoczony i z lekka przerażony. Ale sam napisał ten wiersz więc mógł przypuszczać że obróci się on przeciwko niemu hi hi hi



Goście mieli niezły ubaw
Taniec na melodię " Baby ach te baby..."



A to następny prezent
"Masaż niedźwiedzia" Biedny F nie wiedział co go czeka , miał zawiązane oczy.

Tak się bawimy gdy nie pracujemy lub nie tworzymy;)


A to już moje dzieło.

To dopiero 60 lat...


Stroik z różyczek i z tego co znalazłam w ogrodzie.
Na środku stroika Klaun na rowerze symbolizujący działalność F. w kabarecie i w kółku rowerowym , w którym i ja czynnie jeżdżę. 
Przy okazji muszę się pochwali że za tegoroczne uczestnictwo w rajdach rowerowych dostałam wyróżnienie i  album pod tytułem "Najpiękniejsze budowle świata"

Po trzecie

- i na dziś po ostatnie .... 

Bukiet ślubny: eustoma, róża, frezje, róże gałązkowe
Bukiet na florecie- Panna Młoda była bardzo zadowolona- muszę się przyznać że to mój pierwszy ślubny bukiet ( pomijając warsztaty), koleżanka prowadząca kwiaciarnię pozwoliła mi go zrobić. Jestem z siebie bardzo dumna ,bo bukiet się podobał. Dostałam w podziękowaniu nawet wódkę weselną robioną przez rodziców pana młodego. Matka weselna dała mi przepis, jutro postaram się go zamieścić. Jak nie jestem zwolennikiem alkoholu i po powąchaniu zakrętki od butelki jestem pijana, to wypity kieliszeczek przyjemnie szumiał mi w uszach i płonął na policzkach.


Moje próby Decoupage.

Kufereczek z aniołkami

Farby akrylowe, papier ryżowy, przecierka i jeszcze zero lakieru.


Aż się prosi o wykończenie.....
Na dzisiaj to już wszystko. 
Życzę dobrej nocki.


środa, 24 listopada 2010

Przeprosiny ;)

Przepraszam wszystkich odwiedzających za moją długą nieobecność na blogu.
Troszeczkę późna pora na rozpisywanie się, co przez ten czas robiłam, ale postaram się w niedługim czasie poopowiadać co nieco.
Na razie powiem tylko, że zaraziłam się florystyką, a co z tego będzie zobaczymy.
Pozdrawiam wszystkich i dobrej nocy.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Hura już po Świętach. Pomocy w ogrodzie mam smoka

Być może ktoś zlinczuje mnie za te słowa , ale bardzo się cieszę ,że Święta dopiero za roook. Te przygotowania przedświąteczne, jak i same Święta były dla mnie fizyczną zmora. A stało się tak, dlatego, że akurat w tym roku zbiegły się one z urodzinami mojego mężulka. Bliższa i dalsza rodzinka wymyśliła sobie wspólne ucztowanie akurat w moim domu. A że do pomocy miałam tylko psa, więc nie był to zbyt przyjemny dla mnie okres. Z zazdrością,( pomiędzy -a może jeszcze herbatki ciociu, -uważaj bo depczesz ciasto, -nie szarp szynszyli za ogon kochanie,-Danusia... podaj sałatkę i zbrakło chleba.................brrr) spoglądałam na spacerujących za oknem świątecznie poubieranych i uśmiechniętych ludzi. Ale to już przeszłość! I dobrze, bo następne Święta spędzę po swojemu i już;)

Od wczoraj grzebię się w ogrodowej ziemi. Uwielbiam mój ogród, chociaż dopiero go urządzam i w głowie mam niezliczoną ilość wizji, jak powinien wyglądać, gdy będę już staruszką.
Moje roślinki wędrują z miejsca na miejsce. Raz pasują mi tu innym razem gdzie indziej. Ale nie o tym chciałam teraz pisać.
Jeszcze przed Świętami robiłam mały zagonek z truskawkami. I wymyśliłam sobie w tym roku ,że okryję ziemię czarną włókniną . A, że pogoda nie była specjalna i czasu za wiele, więc narzuciłam tę włókninę na zagonek i przycisnęłam kamieniami.
Wczoraj zabrałam się za dokończenie mojego dzieła i........

moim oczom ukazał się taki oto widok.
Przykryłam to "coś" z powrotem włókniną i zabrałam się za truskawki z innej strony.

Ale dzisiaj nie wytrzymałam i poszłam zobaczyć, czy to "coś" tam jeszcze jest.
I ku mojemu zaskoczeniu, było i na dodatek ożyło...

I nawet zaczęło się na mnie gapić...

Pomocy w ogrodzie mam smoka....

sobota, 3 kwietnia 2010



----WESOŁEGO ALLELUJA ----

Skacze zajączek po lesie
i życzenia Tobie niesie.
Przez pisanki przeskakuje,
Alleluja wykrzykuje,
potem znika w długich susach
cały mokry od dyngusa!
Wesołych Świąt:)



Szukaj na tym blogu