Przepraszam wszystkich odwiedzających za moją długą nieobecność na blogu.
Troszeczkę późna pora na rozpisywanie się, co przez ten czas robiłam, ale postaram się w niedługim czasie poopowiadać co nieco.
Na razie powiem tylko, że zaraziłam się florystyką, a co z tego będzie zobaczymy.
Pozdrawiam wszystkich i dobrej nocy.
środa, 24 listopada 2010
czwartek, 8 kwietnia 2010
Hura już po Świętach. Pomocy w ogrodzie mam smoka
Być może ktoś zlinczuje mnie za te słowa , ale bardzo się cieszę ,że Święta dopiero za roook. Te przygotowania przedświąteczne, jak i same Święta były dla mnie fizyczną zmora. A stało się tak, dlatego, że akurat w tym roku zbiegły się one z urodzinami mojego mężulka. Bliższa i dalsza rodzinka wymyśliła sobie wspólne ucztowanie akurat w moim domu. A że do pomocy miałam tylko psa, więc nie był to zbyt przyjemny dla mnie okres. Z zazdrością,( pomiędzy -a może jeszcze herbatki ciociu, -uważaj bo depczesz ciasto, -nie szarp szynszyli za ogon kochanie,-Danusia... podaj sałatkę i zbrakło chleba.................brrr) spoglądałam na spacerujących za oknem świątecznie poubieranych i uśmiechniętych ludzi. Ale to już przeszłość! I dobrze, bo następne Święta spędzę po swojemu i już;)
Od wczoraj grzebię się w ogrodowej ziemi. Uwielbiam mój ogród, chociaż dopiero go urządzam i w głowie mam niezliczoną ilość wizji, jak powinien wyglądać, gdy będę już staruszką.
Moje roślinki wędrują z miejsca na miejsce. Raz pasują mi tu innym razem gdzie indziej. Ale nie o tym chciałam teraz pisać.
Jeszcze przed Świętami robiłam mały zagonek z truskawkami. I wymyśliłam sobie w tym roku ,że okryję ziemię czarną włókniną . A, że pogoda nie była specjalna i czasu za wiele, więc narzuciłam tę włókninę na zagonek i przycisnęłam kamieniami.
Wczoraj zabrałam się za dokończenie mojego dzieła i........
moim oczom ukazał się taki oto widok.
Przykryłam to "coś" z powrotem włókniną i zabrałam się za truskawki z innej strony.
Ale dzisiaj nie wytrzymałam i poszłam zobaczyć, czy to "coś" tam jeszcze jest.
I ku mojemu zaskoczeniu, było i na dodatek ożyło...
I nawet zaczęło się na mnie gapić...
Pomocy w ogrodzie mam smoka....
Od wczoraj grzebię się w ogrodowej ziemi. Uwielbiam mój ogród, chociaż dopiero go urządzam i w głowie mam niezliczoną ilość wizji, jak powinien wyglądać, gdy będę już staruszką.
Moje roślinki wędrują z miejsca na miejsce. Raz pasują mi tu innym razem gdzie indziej. Ale nie o tym chciałam teraz pisać.
Jeszcze przed Świętami robiłam mały zagonek z truskawkami. I wymyśliłam sobie w tym roku ,że okryję ziemię czarną włókniną . A, że pogoda nie była specjalna i czasu za wiele, więc narzuciłam tę włókninę na zagonek i przycisnęłam kamieniami.
Wczoraj zabrałam się za dokończenie mojego dzieła i........
moim oczom ukazał się taki oto widok.
Przykryłam to "coś" z powrotem włókniną i zabrałam się za truskawki z innej strony.
Ale dzisiaj nie wytrzymałam i poszłam zobaczyć, czy to "coś" tam jeszcze jest.
I ku mojemu zaskoczeniu, było i na dodatek ożyło...
I nawet zaczęło się na mnie gapić...
Pomocy w ogrodzie mam smoka....
sobota, 3 kwietnia 2010
poniedziałek, 29 marca 2010
Misz masz
I cooo.... narobiło się... Moje krystalicznie czyste szyby płaczą deszczem.
Pada, kapie, bryzga i co tam jeszcze... Pogoda się załamała, ale nie ja...
Ranek był piękny, słoneczny, cudowny... z mojego szpaczego domku dochodziły melodyjne gwizdy... Złapałam więc aparat i hyc do ogrodu, a ta szpacza niecnota frrr do sąsiada.- Oj upoluję ja cię szpaczku, upoluję... przylecisz ty jeszcze, bo długo na obczyźnie nie wytrzymasz. A na razie domek twój światu pokarzę...

Poprzez czereśniowe pąki, z daleka, w nadziei, że nadleci, ale niestety nie:(
Nie, to nie pomyślałam i poszłam sobie w inny kątek, a tam.... ho ho leszczyna pięknymi męskimi baziami sobie dynda ;)
A pod leszczyną, szkoda,że nie mogę przesłać zapachu....
Wiosenna perfumeria, i moje fiu fiu..
Pada, kapie, bryzga i co tam jeszcze... Pogoda się załamała, ale nie ja...
Ranek był piękny, słoneczny, cudowny... z mojego szpaczego domku dochodziły melodyjne gwizdy... Złapałam więc aparat i hyc do ogrodu, a ta szpacza niecnota frrr do sąsiada.- Oj upoluję ja cię szpaczku, upoluję... przylecisz ty jeszcze, bo długo na obczyźnie nie wytrzymasz. A na razie domek twój światu pokarzę...
Poprzez czereśniowe pąki, z daleka, w nadziei, że nadleci, ale niestety nie:(
Nie, to nie pomyślałam i poszłam sobie w inny kątek, a tam.... ho ho leszczyna pięknymi męskimi baziami sobie dynda ;)
A pod leszczyną, szkoda,że nie mogę przesłać zapachu....
Wiosenna perfumeria, i moje fiu fiu..
-wszyscy mają "FIOŁKI" mam i ja!
Po tych ochach i achach w ogrodzie ( no i myciu, tych nieszczęsnych okien, 1/2 za mną) załamana załamaniem pogody i zainspirowana przez Kaprys poszperałam w moich starociach i wygrzebałam sobie starą, zdezelowaną klatkę po jakichś małych ptaszkach. Ponoć po szczygłach, ale dokładnie nie wiem, bo klatka jest naprawdę stara.
Jeśli wystarczy mi zapału, a z tym to jest różnie, postaram się dać jej drugie życie.
A może ktoś miałby jakieś fajny pomysł? Będę wdzięczna:)
I jeszcze, hm... jeszcze trochę moich szydełkowych wypocin, żeby nie było,że się lenię przed świętami;)
Mój komp jakoś troszkę wariuje, zamiast zdjęć pokazuje małe kwadraciki, myślę że to przejściowe, ale muszę kończyć. upsss możliwe, że go przeciążyłam moim fantazjowaniem, ale powinien się już do tego przyzwyczaić no nie?
Miłego wieczoru wszystkim życzę...:)
Miłego wieczoru wszystkim życzę...:)
Wiosenne porządki
Myję okna...... ufff. A mam ich od groma. I jako jedyny przedstawiciel płci pięknej zamieszkujący pod tym dachem, jestem skazana na to niewdzięczne zajęcie. Gdyby nie moja wyobraźnia widząca już świat przez kryształowe szybki, niechybnie skończyłabym jako zdesperowana przedświąteczna kura domowa... hi hi hi. No chwila wytchnienia się skończyła... Wzywa mnie szmatencja... Życzcie mi powodzenia.
Słoneczne pozdrowienia
Deszczyk dziś( niestety jest już po północy i wpisała się data poniedziałkowa) kropił nie tylko wielkanocne palemki, ale i kwiateczki w moim małym edenie.
Błękitny irysek tygrysi przycupnął na skalniaku w towarzystwie
rozpromienionego, fioletowo- różowego krokusika.
Z dnia na dzień towarzystwo się powiększa.
A ten irysek wabi słoneczko.
Jest wielce prawdopodobnie, że mu się to uda. Synoptycy zapowiadają od jutra ocieplenie.
Więc słoneczne pozdrowienia dla wszystkich cierpliwych, tolerancyjnych i wiosennie zakręconych odwiedzających;)
Etykiety:
kwiatki,
Takie sobie pisanie
niedziela, 28 marca 2010
Kurka
Męczyłam , męczyłam i wymęczyłam.
Nareszcie, bo lada chwila skończyłyby na dnie szafy jako nie dokończone kaprysy dusz. Pomimo tego, że brak im jeszcze oczek, to i tak jestem z siebie zadowolona.
Moim problemem jest brak systematyczności. Uważam to za jedną z moich ogromnych wad.
Pozaczynane prace kłębią się w zakamarkach mojej duszy i walają w różnych miejscach.
Wypatrzę coś..., wymyślę.., zapalę się do tej pracy...,
zaczynam cała podekscytowana i pełna wiary,że tym razem to na pewno jest to.., że nic mnie nie powstrzyma przed dokończeniem "dzieła", że żadne pilniejsze sprawy nie będą ważniejsze.
I co?
Wypatrzę.., lub wymyślę coś nowego... , zanim skończę poprzednie, ubzduram sobie tysiące pilniejszych spraw do załatwienia i zrobienia.
I już zaczynam nową pracę... i tak w kółko.
Wciąż poszukuję czegoś... sama nie wiem co to ma być.
Czasami myślę, że to nienormalne hmmm.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)